Kiedyś przyjdzie pewien dzień
Pójdę boso- boso przez sen
Nie będzie budził mnie już w nocy
Nie sprawi że będę znowu się bała
Zamknę zmęczone od dawna oczy
Będę w mym śnie tańczyła i śpiewała
I świat będzie bardziej bardziej spokojny
Ucichną krzyki ustaną wszystkie wojny
Ból w sercach wyleczy ta cisza w nocy
A ja...ja będę sobie swobodnie boso
Boso po świecie swobodnie będę kroczyć
Kiedyś przyjdzie pewna chwila
Nie będzie ona jak dawniejsze zawiła
Znów zechcę bagaż swój spakować
Boso przed siebie gdzieś powędrować
I może tak idąc po mojej drodze
Z samą sobą w końcu się pogodzę
Nie będę już planów swoich zmieniać
Zacznę je od nowa od nowa spełniać
I już nie cofnę się przed myślami
Staną się moją mapą i moimi krokami
Kiedyś gdy poczuję znowu zwątpienie
Wzejdzie słońce zaświeci mi promieniem
Nie będę mieć już żadnych wątpliwości
Wiatr rozwieje wszystkie moje niepewności
Bo gdy bóg drzwi zamyka to otwiera okno
I gdy łzy przestają płynąć serce też nie chce moknąć
A ja..ja już nie KIEDYŚ lecz - TU i TERAZ
Będę chciała Ponownie nieba dotknąć
Będę będę chciała
Swojego nieba nieba swojego dotknąć
Kiedyś przyjdzie noc księżycem rozgrzana
W poświecie mglistej Tak jasnej tak czystej
Płomieniem gwiazd gwiazd płomieniem obsypana
Magiczna sama w sobie w nostalgię ubrana
Będę boso tak stała nad jeziorem do rana
Podziwiając płomień księżyca mojego
A gdy ze wschodem obudzi się spokojny świt
Poczekam do wieczora na blask ponowny jego
I cisza nie będzie już stałą ciszą
Z mgłą schowa się głęboko w lesie
Tylko ptaki mnie i ją usłyszą
Gdy Spotkam po drodze mglistą panią jesień
Kiedyś przyjdzie ten dzień jeden dzień
Pójdę boso tak boso przez świat
Nie zatrzyma mnie żaden mój zły sen
Ani inny obcy na mej drodze szlak
Wiatr popychał mnie będzie do przodu
Bym ponownie do niepewności nie wróciła
Będę szła tak boso boso w półmroku
Gwiazda będzie mi ciągle w drodze świeciła
Szlaku mego końca nie będzie widać
Krajobrazów nie zdąże wcale pożegnać
Będą w moim zachwycie wciąż się pławić
Może zechcą do wieczora na mnie poczekać
Kiedyś obudzę się o poranku
Spokojnie usiądę z kawą na ganku
Spojrzę przed siebie na wschód słońca mego
Nie ujrzę już łez ni wszelkiego złego
I bólu nie będzie co trawi ten świat
Nastanie cisza ten spokój ten ład
I tylko wiejący wiatr i ptaki tak wiosną
Nieść będą nieść wieść komuś radosną
Wieść tą radosną nadzieję dającą
Wieść smutne serca na zawsze kojącą
A ja będę sobie pić kawę moją
A myśli z rozkoszą znów gdzieś pogonią
Lecz nie za chaosem nie za bólem jego
Nie za tym co prowadzi człowieka do złego
Lecz będą gonić tak lekko o poranku
Wśród kwiecistych rabat na moim ganku
Kiedyś gdy poczuję znowu zwątpienie
Wzejdzie słońce zaświeci mi promieniem
Nie będę mieć już żadnych wątpliwości
Wiatr rozwieje wszystkie moje niepewności
Bo gdy bóg drzwi zamyka to otwiera okno
I gdy łzy przestają płynąć serce też nie chce moknąć
Nie nie nie nie chce już moknąć
Nanananananananananaeeeeeeeeenanananananana łzy przestaną płynąć serce nie będzie moknąć nie nie